| Autor: Natasza Socha |
Z czym zjeśc bułkę?
|
Jesteśmy nałogowcami. Pokoleniem uzależnionym od porad innych ludzi i nie jest to żadna zaczepka, tylko wynik weekendowego oglądania telewizji. Otóż po owym weekendzie, nie wiem, czy prawidłowo kroję pomidora, czy odpowiednio dobrałam buty do stanika i czy umiem rozmawiać z mężem. A wszystko zaczęło się od miłej pani, która udowodniła dwojgu dorosłym ludziom, że skandalicznie prowadzą dom.
Po pierwsze kupa kota, nawet w kuwecie, nie ma prawa znajdować się w ubikacji, z której czasami korzystają goście. To w zasadzie dyskwalifikuje gospodarza i z góry skazuje przyjęcie na porażkę. Po drugie psy nie powinny kłaczyć, zwłaszcza w kuchni, na kanapach i w okolicach sypialni. Po trzecie tort trzeba zawsze udekorować wstążką, bez tego nie smakuje, a po czwarte ktoś, kto regularnie nie odkurza kabla za pralką, jest idiotą. Należy również segregować pocztę i wrzucać ją do specjalnych pojemniczków z napisami „dla mamy”, „taty”, „ogólne” i pod żadnym pozorem nie wolno nam trzymać pinezek w kuchennej szufladzie. Koszulę składamy metodą sklepową czyli na tekturce formatu A4, a kołdrę zawsze kupujemy trochę większą niż łóżko, dzięki czemu zyskujemy efekt „przytulności”.
Pół godziny później, kiedy „profesjonalna pani domu” zniknęła z wizji, nawołując przy pożegnaniu do chowania w szafkach papieru toaletowego, bo to „żadna ozdoba”, pojawili się jeszcze bardziej profesjonalni ubieracze, którym udało się znaleźć ponad tysiąc niezdecydowanych kobiet, za to zdecydowanie źle ubranych. Wszystkie miały nieodpowiednio dobrane staniki, galoty namioty, sukienki pamiętające czasy przedszkolne i buty żelazka, czyli niekształtne i toporne. Owe kobiety reprezentowały przeróżne zawody i poziomy wykształcenia, a ich wspólnym mianownikiem był całkowity brak wizji samej siebie. Wybrano kilka sfrustrowanych uczestniczek, którym nie tylko wytłumaczono, jak się mają ubierać czy też raczej nie ubierać, ale i zasugerowano usunięcie włosów z brodawki na brodzie, a docelowo i samej brodawki. W tym celu należało przeskoczyć na program o urodzie, makijażu, pięknie ogólnym i szczegółowym.
Pomijam ilość kosmetyków, jaką należy sobie zakupić, aby jako tako wyglądać i nie straszyć na ulicy. Pomijam czas, jaki należy spędzić przed lustrem, żeby nikt nie zapytał nas współczująco, czy przypadkiem nie jesteśmy śmiertelnie chorzy. Pomijam to wszystko, bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że nasza twarz i ciało, to oślizła substancja galaretowata, która dobiero pokryta odpowiednimi składnikami konserwującymi, pozwala jakoś przetrwać do trzydziestki. Potem i tak się sypniemy.
A jak się już sypniemy i w naszych workach pod oczami będzie można utulić niemowlę, właśnie o dziecko się postarajmy. Broń Boże jednak nie wychowujmy go same, bo i tylko je skrzywdzimy. Albo krzywo wpakujemy mu kaszkę do dzioba i będzie miało syndrom odrzucenia, albo zaśpiewamy mu kołysankę, w której to królewna zdybała grajka i nasz potomek do czetrdziestki będzie bał się silnych kobiet. I dlatego potrzebna jest nam mega Niania, czyli kobieta, która wie wszystko. Pomysł na mega Nianię musiał powstać, bowiem ilość rodziców kompletnie nie radząca sobie z tym kimś, kogo właśnie urodziła, rośnie w zastraszającym tempie. W co się bawić z niemowlakiem? I czy w ogóle się bawić, bo przecież niemowlak to prawie jak lalka? Jak do niego mówić? Puścić mu jazz czy raczej Bacha? No i co z nim robić, jak już się sam zacznie odzywać i domagać uwagi?
Dzisiejsze czasy sprzyjają doradcom, którzy wyrośli na glebie niezdecydowanych i zagubionych dorosłych, niczym pieczarki na krowich plackach. Podejrzewam, że nawet ten zboczeniec Teletubiś korzystał z pomocy doradcy przy doborze swojej słynnej torebki! Bez sugestii kogoś trzeciego nie kupujemy dzisiaj kwiatów, bo nie wiemy jakie najbardziej pasują do kwadratowego wazonu, nie umiemy wybrać koloru ani fasonu butów i zupełnie zapomnieliśmy, jak się robi pomidorową. Psychologowie mruczą jednogłośnie – rośnie nam pokolenie reprezentujące model „wyuczonej bezradności”. Szukające oparcia w innych ludziach. Nie radzące sobie w sytuacjach błahych i mało istotnych. Bo choć doskonale poradzilibyśmy sobie z doborem stroju, makijażu czy koloru zasłon, podświadomie czujemy się pewniej, gdy zrobią to za nas inni. W ten sposób zrzucamy na nich odpowiedzialność, a sami umywamy ręce. To mega Niania jest winna, że mój synek utopił króliczka, przywiązując mu do szyi starego kalosza! To wszystkowiedząca pani domu odpowiada za to, że mój ratlerek wyzionął ducha, bo wyczyściłam mu miskę proszkiem żrącym i zapomniałam wypłukać! Winny jest również stylista, który zaproponował nam stanik typu „push” i na to „push” nabrał się jakiś facet, a potem umarł z rozczarowania.
Jedno jest pewne. Chorujemy na megadoradztwo w skali XXL. Stylista powie nam, jak się ubrać, psycholog rozwiąże nasze problemy małżeńskie, seksuolog - sypialniane, a bez pomocy profesjonalnej pani domu, nawet nie próbujmy zagrzać wody w czajniku. Im więcej osób się nami zajmie, tym będziemy bardziej bezpieczni. Nie skompromituje nas źle wyskubana brew, ani kurz na żarówce, ani tym bardziej cuchnąca kuweta. Pamiętajmy - samodzielne podejmowanie decyzji jest dzisiaj niemodne. A może zbyt trudne?
|
|
Liczba komentarzy: 3
| luśka |
2007-09-26 17:01 |
| Uwielbiam felietony Nataszy, szkoda, że tylko raz w miesiącu można przeczytać. |
| buka |
2010-01-30 19:55 |
| Wspaniały felieton, szkoda, że dopiero po trzech latach od jego ukazania się go przeczytałem. :) |
| viola |
2010-04-28 13:06 |
| super felieton, szkoda tylko, ze w boutiqu jest ich tak malo :( |
|
|
|