Boutique poleca
  Uroda
  Zdrowie
  Wywiady
  Moda
  Psychologia
  Felieton
  Ludzie
  Konkursy
  Qchnia
  Dodatek
  Muzyka
  Film
Archiwum -> Wywiady 
Autor: Monika Filipczuk
O siebie się nie boję - Andrzej Piaseczny

Twierdzi, że jest spełniony jako artysta. Nie chce już walczyć – ze sobą, z publicznością, prasą czy rozgłośniami radiowymi. Nie interesują go cekiny, frędzelki i pudelki. Nie pociąga tani i łatwy poklask, chwilowy blichtr. Otwarcie mówi o tym, jakie błędy na swojej zawodowej drodze popełnił, co zrobił porządnie i jak zmieniło go ostatnie 15 lat. To już nie Piasek, idol nastolatek żwawo podskakujących pod sceną i piszczących z zachwytu na jego widok. Kiedyś nie opowiadał o tym, co tworzy, dziś nie ma problemu z mówieniem „co artysta miał na myśli”. Nowa płyta „15 dni” pokazuje innego wokalistę, choć bazuje na znanych publiczności utworach.

- Jak wrażenia po koncercie Angie Stone? (koncert odbył się 2 lutego w Warszawie – przyp. red.). Siedziałam dwa rzędy za tobą, ale to całkowity przypadek (śmiech).
- Zasłaniałem?

- Nie, ale pewnie tylko dlatego, że para siedząca w rzędzie przede mną nie wróciła na swoje miejsca po przerwie.
- Wolałbym zasłaniać (śmiech). Tego rodzaju muzyka ogromnie mnie porywa, a dokładając do tego fakt, że znam wszystkie płyty Angie, napięcie rośnie. Znowu uświadomiłem sobie, że koncert dla artysty jest zawsze największym przeżyciem, z obu stron – zarówno, kiedy się wychodzi na scenę, jak i kiedy masz możliwość obserwowania go na żywo. Świetnie, że teraz można zwykle kupić DVD z koncertem artysty, odtworzyć w domu najlepsze kawałki, ale mimo wszystko najlepsza rejestracja nie odda nigdy klimatu koncertu.

- W podsycaniu koncertowego klimatu Angie jest specjalistką.
- To prawda. Potrafi w niesamowity sposób zarazić publiczność swoją muzyką. Do tego trochę łamie panujące obecnie na rynku tendencje do zmiany proporcji między show a muzyką. Kiedy stawiasz zbyt mocno na spektakl, nie ma muzyki. I odwrotnie. Wszyscy wiemy, że teraz często zdarza się, że wokaliści na koncertach nawet nie śpiewają, po prostu tańczą, błyszczą, wyglądają. Być może taka forma obcowania z artystą też jest ludziom potrzebna, ale dla mnie najważniejsza jest muzyka.

- Potrafisz określić, jakim dziś jesteś artystą?
- Czuję, jaką drogę przeszedłem. Nie jest to jednak moim obciążeniem i nie staram się myśleć o tym w taki sposób. To nieuniknione, że każdy odcinek drogi, którą przebywasz, jest twoim doświadczeniem. Jeśli potrafisz nieść ze sobą to, co przeżyłeś i wyciągać z tego wnioski, lepiej dla ciebie. Kiedy odsłuchuję nagrania sprzed 15 lat, ta moja droga jest ewidentna. Nie wypierając się czegokolwiek, co zrobiłem do tej pory, muszę otwarcie przyznać, że wszystko, co się wydarzyło, każdy sukces czy niepowodzenia, których było jednak sporo, były potrzebne. Chociaż w przeszłości mówiłem, że to chyba najgorsze, co artysta może o sobie powiedzieć, dziś twierdzę, że jestem spełniony.

- Ale chcesz jeszcze tworzyć?
- Oczywiście, nadal czuję potrzebę działania, ale nie mam ciśnienia. Gdybym tego nie czuł, nie byłoby uzasadnienia dla naszej rozmowy (śmiech). Nie czuję natomiast potrzeby bicia się, niezależnie od tego czy ze sobą, z publicznością, rozgłośniami radiowymi, prasą czy telewizją. Doszedłem do takiego etapu, w którym wydaje mi się, że najważniejszy jest spokój, co nie znaczy, że nie mam chęci istnienia. To prosta zależność – jeśli coś napiszesz, chcesz to pokazać. I ja tę chęć mam, ale przyznam się, że kiedy oglądam imprezy, na których gwiazdy po prostu są i brylują, zastanawiam się nad tym, czy przypadkiem ja naprawdę nie jestem w jakiejś innej bajce.

- Myślisz, że jesteś lepszy?
- Nie, broń Boże. Nawet od tych, którzy za chwilę będą występować w programach typu: Gwiazdy tańczą…, a może teraz na przykład już na linie? Myślę tylko o sobie, jako o człowieku trochę z innego świata. Gdybym próbował powiedzieć, że jestem chociaż równy np. Grażynie Łobaszewskiej, to jeśli ogień piekielny by na mnie teraz zstąpił, byłoby to usprawiedliwione. Punkt zaczepienia leży gdzie indziej – w świecie, w którym wszystkich interesuje show, plotka i brokat zaczyna brakować miejsca dla ludzi prawdziwej sztuki. I mimo że wiem, iż moje pytania to pytania błędnego rycerza, to wciąż zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje i gdzie jest miejsce dla osób pokroju Grażyny Łobaszewskiej.

- Czujesz się trybikiem tej machiny?
- To nieuniknione. Ale sadzę, że nawet, jeśli mamy niewielki wpływ na to, w jakim miejscu się znajdujemy i którym z tych trybików jesteśmy, to jednak zawsze jakiś mamy. Tylko do mnie należy decyzja, czy dzisiaj, spotykając się z tobą wyjmę zdjęcia moich gołych pośladków, czy porozmawiam o mojej drodze artystycznej. Na szczeble takiej drabiny nie chcę się wspinać, bo tworzą ją elementy mało mnie interesujące.

- Wielokrotnie podkreślałeś, że jesteś człowiekiem spod znaku zapytania. Gnębią cię nieustające wątpliwości i choć wiesz, że czasem trzeba patrzeć prosto, twoją pierwszą reakcją jest kombinowanie. Takie podejście do życia nie sprawia, że coś ci umyka?
- Dopóki chcemy się pytać, gdzie i kim jesteśmy, dowodzi to naszego rozwoju. I ja pytam, mając jednocześnie świadomość, że wcale nie ci ludzie, którzy mówią o swoim rozwoju, rozwijają się najładniej i najkorzystniej. Kiedy przygotowywaliśmy się do składania materiału na płytę „15 dni”, przeglądaliśmy różnego rodzaju nagrania i wywiady, których kiedyś udzieliłem. Muszę przyznać, że doznałem kilku poważnych rozszerzeń źrenic (śmiech). Dopóki jednak zdarza mi się uśmiechać do tego, co kiedyś powiedziałem, dopóki potrafię to potwierdzić lub temu zaprzeczyć, przyznać, że palnąłem zwykłą głupotę, jest dobrze. A ten znak zapytania, który kiedyś był ciężarem, teraz jest pewnego rodzaju błogosławieństwem. Bardziej ciekawością, niż niepewnością.

- To znaczy, że potępiasz ludzi spod znaku wykrzyknika?
- Absolutnie nie, ale ja bym tak nie potrafił. Nie umiem i nie chcę agresywnie lansować swojego punktu widzenia. Wydaje mi się, że wystarczy, kiedy o nim opowiem.

- Wściekasz się, gdy ktoś pyta: o czym jest ta piosenka?
- Kiedyś powiedziałem coś, co dziś uznaję za beztroskie: jeśli ktoś pyta mnie, co autor miał na myśli, to dla mnie początek końca rozmowy. Sądziłem, że to najgorsze z możliwych pytań. Teraz myślę, że nie do końca tak jest.

- A jak jest?
- Jeśli ktoś mnie pyta „o czym, dlaczego, po co”, odpowiadam. Mój punkt widzenia w wielu miejscach zmienił się diametralnie. Chcę opowiedzieć i wyjaśnić, bo być może to wtedy przekaz nie zginie. Przekroczyłem pewien Rubikon w głowie. Nie chcę powiedzieć, że stałem się kimś bardziej wartościowym. Po prostu przeszedłem przez granicę, za którą jest chęć tłumaczenia, czyli coś, czego nie było wcześniej. W dalszym ciągu jednak twierdzę, że najpiękniej jest, kiedy słowa, które napiszesz, piosenka, którą zaśpiewasz, sprowokuje w kimś emocje, a ty nie musisz się z tych słów tłumaczyć, debatować o sensie tego, co stworzyłeś. Jeśli jednak to robisz, nie ma w tym nic zdrożnego, bo przecież skoro coś napisałem, to znaczy, że chciałem to przekazać. Jeśli zaś chodzi o mój sposób pisania, to nawet kiedy (co się zdarza) ktoś publicznie okrzyknie mnie grafomanem, mam odwagę równie publicznie się nie zgodzić. Mogę tłumaczyć, proszę bardzo. Nawet tak proste rzeczy, że użycie archaizmu to jeszcze nie błąd językowy.

- Przypomina mi się, jak kiedyś opowiadałeś o reakcji twojej mamy na pierwszą solową płytę. Chwilę przerwy między utworami okrasiła słowami: Korzystając z okazji, pójdę do toalety. Jesteś kompleksiarzem? Negatywne recenzje spędzają ci sen z powiek?
- Kiedyś byłem, teraz mam dystans. Zresztą to zależy od tego, co czytam na swój temat. Istnieje pewna grupa krytyków, którzy zapominają, że nawet jeśli chcą powiedzieć coś złego, to, styl jakim o tym piszą powinien nosić znamiona polotu i opierać się na wiedzy. Ważne, żeby wiedzieć, po co się mówi. Przez te wszystkie lata oduczyłem się wytykania palcem i pokazywania języka. Znacznie częściej reaguję emocjonalnie na głupoty, które się wypisuje na temat innych artystów. O siebie się nie boję. Prawda o tym, co robisz, jest w tobie i to jest najważniejsze.

Cały wywiad znajdziecie w marcowym numerze Boutique

Liczba komentarzy: 4

Beatka 2008-03-12   21:22
Bardzo dojrzaly i madr wywiad , kazde slowa wypowiedziane przez Andrzeja sa inteligetne i przemyslane, polecam ten wywiad jaki i wiele innych a przede wszystkim polecam plyty :)Z nich dowiemy sie wiecej :)

PaMa 2008-03-18   12:01
Panie Andrzeju jest Pan wspaniałym mądrym człowiekiem, uwielbiam wszelkie Twoje wypowiedzi, Twoja muzyka mnie cały czas uwodzi, niecierpliwie czekam na mową płytę, zyczę sukcesów

anulka 2008-04-05   11:56
Właśnie za tą życiową mądrość uwielbiam Andrzeja

Ula 2008-06-22   21:14
Bardzo mądre słowa.Poraz kolejny A.Piaseczny pokazujesz swoją klasę,no i to ,że jesteś wzorem dla młodego pokolenia.Gratulacje.


Webdesign by Czudix
Graphics by ViMEDIA
Copyright © ViMEDIA 2004 - 2006