Boutique poleca
  Uroda
  Zdrowie
  Wywiady
  Moda
  Psychologia
  Felieton
  Ludzie
  Konkursy
  Qchnia
  Dodatek
  Muzyka
  Film
Archiwum -> Felietony 
Autor: Natasza Socha
Mamusioholizm

Z okazji Dnia Matki pognałam na spotkanie z czterema moimi koleżankami Mamusiami, aby wspólnie przestudiować procesy wychowawcze naszych skarbów i odnotować sukcesy rodzicielskie. Po kilku godzinach upiłyśmy się z przerażenia. Bycie Mamusią we współczesnych czasach jest trudniejsze niż zabicie i wypatroszenie tura tysiące lat temu.

Zacznijmy od tego, że sama decyzja o zajściu w ciążę jest niemożliwa do podjęcia. Zawsze coś stoi na przeszkodzie – studia, praca albo brak pracy, nadmiar pieniędzy, którymi chcemy się nacieszyć, albo ich niedobór i całe mnóstwo innych przyczyn opóźniających poczęcie jakoś tak do trzydziestki. Potem jednak galopem zabieramy się do dzieła, aby nam zegar biologiczny nie wybuchł nagle i bez zapowiedzi. Zostajemy Mamusiami. I tu zaczynają się schody.

Mamusia Numer Jeden ma obsesję uszczęśliwiania. Jeszcze w ciąży zakupiła milion śpioszków, które okazały się równie śliczne, co niewygodne i jej córeczka zawsze miała coś tam podwinięte, odciśnięte i uwierające, za to wyglądała cudnie. Mamusia Numer Jeden to pokolenie chińskich piórników, burych tornistrów i Relaksów na nogach. Klocki Lego mieli ci lepsi. A o Barbie coś tam się słyszało, ale to było jak opowieści z Narnii. No więc Mamusia odreagowuje smutne lata i biega po sklepach w poszukiwaniu najcudowniejszych zabawek świata. Zanim jej córeczka pomyśli o kucyku, kucyk ląduje na półce, a obok niego różowa stajnia i zestaw kucykowych gadżetów. Mamusia dorzuca jeszcze trzy lale wielofunkcyjne, mruczącego misia i kicającego zajączka, a potem patrzy z przerażeniem na swoją córeczkę, która bawi się patykiem w kałuży. Co zrobiła źle?

Mamusia Numer Dwa jest Kwoką. Biega za swoim maluchem i usuwa mu kamyki spod nóg, aby się, broń Boże nie potknął. Wszystkie kanty owinęła szmatami i choć jej synek ma już cztery latka nie pozwala mu wchodzić samemu po schodach, na kanapę ani nawet na krzesło, bo jeszcze gruchnie o ziemię i roztrzaska się jak porcelanowa figurka. Maluch nie wie, co to rowerek i biegać w zasadzie też nie może, bo nigdy nie wiadomo, kiedy na drogę wyskoczy żaba i mu nogę podstawi. Świat otaczający synka Kwoki to jedno wielkie zagrożenie. Winda może się urwać, lew przegryźć pręty klatki w ZOO, z morza wynurzyć się rekin, a w teatrzyku dla dzieci spaść żyrandol na głowę. Najbezpieczniej jest tylko w ramionach Mamusi. No i synek siedzi w tych ramionach, a jak poszedł do przedszkola (na stanowcze żądanie Tatusia), to się okazało, że jest oferma, dupa koszmarna i dzieci nie chcą się z nim bawić.

Mamusia Numer Trzy uzależniła się od poradników „Jak wychowywać dziecko” i nawet kaszkę serwuje swojemu maluchowi według jakiejś tam książki. Jej życie to jeden wielki schemat wychowawczy. Poród przebiegł książkowo, bo oddechów uczyła się nawet przez sen, a w szkole rodzenia była stawiana za wzór. Jej dziecię to mieszanka poradników, programów edukacyjnych i fachowej literatury. Raz w tygodniu rybka, bo to zdrowo, czekolada dwa razy i tylko pół kosteczki, bajka od 14. do 14.23, trzy drzemki, krótkie, ale „naładowujące” organizm, dwa spacery, zawsze naukowo-poznawcze (huśtawka dozwolona w weekendy), wieczorem rozluźniający masaż ciała, bajka edukacyjna z morałem, buziak w prawy policzek i lu. Dziecię chodzi jak w zegarku i ma zapewniony rozwój intelektulano-fizyczny zgodny z zaleceniami największych specjalistów. Żadnych kolorowanek, żadnego nudzenia się i gadania do misiów. Wiadomo, że pierwsze trzy lata są najważniejsze i im więcej maluch wchłonie, tym większe ma szanse na sukces. Tyle że jak pojechał z Babcią na wakacje, to się tak wystraszył czasu wolnego, że na wszelki wypadek poprosił o lekcje czytania. Babcię zatkało.

Mamusia Numer Cztery nie radzi sobie z niczym, bo próbuje być doskonała w każdej dziedzinie. Pracować musi w dużej firmie, teoretycznie osiem godzin dziennie, praktycznie dwanaście. Gotować nie lubi, ale gotuje, bo wzorowa pani domu potrafi pogodzić wszystko. W weekendy sprząta mieszkanie i walczy z górą niewyprasowanych ciuchów. Spacer w parku z dzieckiem jest praktycznie niemożliwy, bo trzeba jeszcze rozmrozić lodówkę, ale za to kupiła mu ciastko i pozwoliła zjeść na balkonie. To prawie to samo. Kupiła mu też zwierzaki, aby wynagrodzić jakoś swoją nieobecność i teraz walczy z sierścią psa i bobkami królika, bo dziecko na to za małe, a mąż się brzydzi. Kiedy jadą razem na wakacje, Mamusia stara się nie odstępować swojego synka na krok, żeby w końcu poczuł, że ma matkę. Mały się wyrywa, bo chce z kolegami w piłkę pograć, a Mamusia za nim z rozwianym włosem gania spocona po boisku i próbuje stopą obutą w klapek wycelować w piłkę. Obciach straszny.

Cały felieton znajdziecie w majowym numerze Boutique


Webdesign by Czudix
Graphics by ViMEDIA
Copyright © ViMEDIA 2004 - 2006