| Autor: Agnieszka Lipka |
Garou - Szczęśliwa dusza wilkołaka
|
Od momentu wydania debiutanckiej płyty „Seul” powtarzał, że następny album nagra po angielsku. To było sześć lat temu. Przez ten czas zdążył wydać jeszcze trzy krążki studyjne, jeden koncertowy i dwa DVD - wszystkie po francusku. Wreszcie, gdy nikt już nie wierzył w jego zapewnienia, Garou spełnił swoje marzenie i wydał płytę w języku Szekspira. Jej tytuł też jest godny mistrza dramatu – „Piece Of My Soul” (Kawałek mojej duszy). W ramach promocji krążka Kanadyjczyk przyjechał do Polski – jedynego bodajże niefrankofońskiego kraju, w którym ciągle ma status gwiazdy.
- Kiedy dwa lata temu wydawałeś album „Garou”, twierdziłeś, że oddaje całego ciebie. Teraz pojawił się krążek, który ma część ciebie już w tytule. Jak to jest? Którą z tych dwóch „wersji” Garou fani mają traktować jako tę prawdziwą?
- Obie. Choć z drugiej strony… OK., muszę przyznać, że byłem nieco rozczarowany reakcją ludzi po wydaniu płyty „Garou”. Wydaje mi się, że słuchacze nie mogli się z nią jakoś zidentyfikować, znaleźć punktu zaczepienia i chyba właśnie dlatego album nie był takim sukcesem, na jaki po cichu liczyłem. Teraz jest inaczej. Wszyscy wokół: rodzina, przyjaciele, a nawet nieznajomi na ulicach Montrealu podchodzą do mnie i mówią: „Słuchaj, świetna płyta! A piosenka „Stand up”? Na takiego Garou właśnie czekaliśmy!” Nie powiem, to miłe, ale trochę mnie to dziwi, bo przecież wcześniej to też byłem ja.
- Może się mylę, ale w przeciwieństwie do poprzednich krążków, ten zawiera pozytywne przesłanie: właściwie brak na nim tekstów o tęsknocie, zdradzie, zagubieniu.
- Muzyka i teksty na płycie są zawsze odzwierciedleniem tego, co dzieje się w moim życiu. Obecnie panuje w nim równowaga. Taka też jest płyta: wyważona i pełna harmonii.
- Nie sposób nie zauważyć, że wyglądasz na szczęśliwego. Gdzie kryje się źródło tego blasku w twoich oczach?
- Wydałem wymarzony album, nad którym pracowałem sześć lat i jestem z niego bardzo dumny! W życiu rodzinnym też mi się układa, moja córeczka Emelie rośnie, rozwija się i pięknieje dosłownie z dnia na dzień.
- Pominąłeś kwestie miłosne…
- W nich też nie mam powodu do narzekania. Moja partnerka, Lorie jest cudowną osobą. Znamy się już dość długo, ale razem jesteśmy dopiero od roku. Jest nam ze sobą naprawdę dobrze.
- Nie jest o ciebie zazdrosna? Masz przecież tyle pięknych fanek!
- To prawda, a wy Polki jesteście wśród nich najpiękniejsze. Cóż… jeśli Laure jest zazdrosna, to potrafi tego nie okazywać. Wie, że spotkania z fankami to zwyczajna część mojej pracy. W końcu sama też jest piosenkarką. Mówi mi więc: „Jedź, przecież i tak wiem, że do mnie wrócisz”. To jedna z zalet bycia z kimś z branży. Ona wie, że ja wcale nie mam ochoty szukać szczęścia gdzie indziej.
- Czy przedstawiłeś ją już małej Emelie?
- Tak. I od razu między nimi zaskoczyło. Dosłownie przed chwilą rozmawialiśmy wesoło we trójkę przez telefon: Emelie z Kanady, Lorie z Francji, a ja z Polski. To cudowne, kiedy dwie najważniejsze osoby w twoim życiu rozumieją się i dbają o sobie wzajemnie.
- Ale pewnie trudno ci pogodzić obowiązki ojca, partnera i gwiazdy… Ciągle podróżujesz, a i „twoje kobiety” nie mieszkają zbyt blisko siebie.
- Niestety, masz rację, aczkolwiek dzisiejsza technika ułatwia mi zadanie. Na razie udaje mi się jakoś wszystko ze sobą zgrać. Kiedy jestem w Kanadzie, rzucam obowiązki i poświęcam się całkowicie córce. Gdy jadę do Europy, najczęściej do Francji, staram się nadrobić zaległości względem Lorie. Na płycie jest piosenka „What’s The Time In NYC” i to właśnie ona opowiada o tym, jak teraz wygląda moje życie. Nie mam czasu porządnie się przywitać ani pożegnać. Patrzę na zegarek i myślę: „OK, tu jest szósta, czyli tam jest… południe albo północ”.
- A gdyby dano ci szansę zmienienia czegokolwiek?
- Pewnie niczego bym nie zmienił. Ani w sobie, ani wokół siebie. To nie jest oczywiście tak, że wszystko mi się podoba, a poza tym uważam się za ideał. Po prostu wiem z doświadczenia, że dzięki złym rzeczom te dobre wydają nam się jeszcze lepsze. To element równowagi, takie ying i yang. Na przykład nie zamierzam rzucić palenia, choć wiem, że powinienem. Ale to właśnie dzięki papierosom mój głos jest taki, jaki jest. I co? Chciałabyś, żebym przestał palić i śpiewał jak Justin Timberlake? (śmieje się)
- Wróćmy do płyty. Zafrapował mnie twój utwór „All The Way”. Opowiada o pokerze i kobietach. Słowa napisał niejaki Pierre Garand czyli… ty! A jeszcze dwa lata temu zarzekałeś się, że piszesz tylko do szuflady.
- Bo to prawda! Żeby napisać tekst piosenki, muszę czuć taką potrzebę i znaleźć czas. Dużo czasu! Od dawna chciałem zaśpiewać piosenkę o pokerze i kobietach. I nigdy nie mogłem znaleźć odpowiedniego tekstu. W końcu więc siadłem i napisałem swój. A że podpisałem się imieniem i nazwiskiem? Chyba po prostu uznałem, że to zbyt poważna rzecz, by firmować ją pseudonimem.
- Chyba nie tworzyłeś go zbyt długo. W końcu mówi się, że to twoje dwie pasje.
- To prawda! Poker jest wspaniałą grą. Niebezpieczną, to prawda, ale ja zawsze lubiłem ryzyko, więc to coś w sam raz dla mnie. Jestem „Gambler” (tytuł jednej z piosenek z pierwszej płyty Garou - przyp. red.) i wcale się tego nie wypieram.
- Czy to właśnie dlatego zdecydowałeś się „pójść na swoje” i założyć firmę Wolfgang Entertainment?
- Właściwie firma jako firma istniała już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz zdecydowałem się zakończyć współpracę z René Angelilem (mężem Céline Dion) i wziąć sprawy w swoje ręce. Po prostu przyszedł czas na zmiany, poczułem się gotowy do wzięcia większej odpowiedzialności za siebie i innych. Mam w głowie masę pomysłów i już nie mogę doczekać się ich realizacji! Jasne, że łączy się to z pewnym ryzykiem, ale kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. A poza tym, tata zawsze mi powtarzał, że muzyka to tylko hobby i nie da się z niej wyżyć. Teraz z perspektywy czasu wiem, że miał rację. Doszedłem do takiego punktu w życiu, w którym muzyka staje się dla mnie faktycznie rozrywką. Najwyższy czas znaleźć sobie pracę.
Cały wywiad znajdziecie w czerwcowym numerze Boutique
|
|
Liczba komentarzy: 2
| Kasia 1993 |
2008-10-27 17:04 |
| Garou I love you!!! Jesteś Superrrrrr a ten głos i uśmiech
mmm... Masz ogromny talent.
Przesyłam całusy |
| ewa |
2008-11-04 13:19 |
| GAru jest bardzo fajny i lubie go słuchac. Ma ten swój głos. Ciekawe kiedy z nów będzie w POlsce. |
|
|
|