Boutique poleca
  Uroda
  Zdrowie
  Wywiady
  Moda
  Psychologia
  Felieton
  Ludzie
  Konkursy
  Qchnia
  Dodatek
  Muzyka
  Film
Archiwum -> Ludzie 
Autor: Michał Chmielewski
Mona Lisa z Hollywood - Jodie Foster

Wiadomo o niej tylko tyle, ile sama chce powiedzieć. Ona zaś najczęściej milczy. Czy jest lesbijką? Czy dwójka jej dzieci została poczęta w wyniku zapłodnienia in vitro? Czy traci słuch? Czy to prawda, że odkąd za jej sprawą o mały włos nie stracił życia prezydent Reagan, znajduje się pod ciągłą opieką psychoanalityka? Dziennikarze zadawali jej te pytania już tysiąc razy. Ona zaś tylko się uśmiecha i prosi o przejście do następnej kwestii. Tajemnicza niczym Gioconda. Taka właśnie jest Jodie Foster.

Jest antytezą Hollywood. Nie ma w sobie nic z gwiazdy, a mimo to figuruje we wszystkich aktorskich rankingach popularności. Nie jest sexbombą, ale za sprawą tego, że nigdy nie próbowała „majstrować” w swoim wyglądzie, uchodzi za idealny symbol piękna „au naturel”. Trzyma się z daleka od gal, bankietów, przyjęć i dlatego - paradoksalnie! - organizatorzy takowych zabijają się, aby zaszczyciła je swoją obecnością. A kiedy aktorka wreszcie da się skusić, jej obecność z miejsca powoduje, że nawet i małe przyjęcie urasta do rangi wydarzenia. W pojedynku Jodie kontra reguły Hollywood aktorka jak na razie wygrywa. Być może powodem tego jest fakt, że zaczęła wprawiać się w walce wyjątkowo wcześnie...

Priorytet: normalność
O dzieciństwie Jodie można napisać wiele, poza jednym - że było normalne. Aktorka urodziła się jako najmłodsza z czwórki pociech państwa Fosterów. Ojciec opuścił rodzinę, gdy jej matka Evelyn była jeszcze w ciąży. Urodzona jako Alicia Christian, przyszła gwiazda Hollywood swoją ksywkę zawdzięcza rodzeństwu, które nigdy nie zaakceptowało jej imion. - Buddy, mój brat, pierwszego dnia, kiedy przyjechałam z mamą ze szpitala, podszedł do mojej kołyski, popatrzył na mnie i powiedział: „Alicia to imię dla dużej dziewczyny. A to jest taka mała... Jodie!” i tak już zostało. Nawet moja mama czasami zapominała, jak naprawdę mam na imię! - wspomina Foster. Domowy budżet po odejściu pana Fostera ledwo się dopinał, zdesperowana mama Jodie wpadła więc na pomysł... zarabiania na dzieciach. Zanim jeszcze poszli do szkoły, młodzi Fosterowie mieli już w swoich CV dziesiątki reklamówek telewizyjnych i występy w serialach. Jodie, uznawana za najbardziej utalentowaną, po raz pierwszy pojawiła się przed kamerą jako... dwulatka! Zagrała wtedy w reklamie mleczka do opalania Copertone. Mając sześć lat wystąpiła w popularnym „The Doris Day Show”, załapała się także do kultowej „Bonanzy”. W 1970 roku, skończywszy osiem lat, pojawiła się na dużym ekranie w disneyowskim filmie „Napoleon i Samantha”. Podczas jego realizacji przeżyła jedną z najbardziej mrożących krew w żyłach chwil w swoim życiu, kiedy to podczas kręcenia jednej ze scen zaatakował ją ważący prawie 200 kilo lew. Gdyby nie trzeźwość umysłu obecnego na planie tresera, zapewne w tym miejscu postawilibyśmy kropkę i zakończyli opowieść. Na szczęście dla Jodie Opatrzność miała co do niej inny plan. Zanim jednak do niego przejdziemy, warto dodać, że piętno dzieciństwa, a mówiąc dokładniej - jego braku, mocno odcisnęło się na Foster. Odkąd na świecie pojawili się jej synowie - dziewięcioletni obecnie Charles i sześcioletni Kit – aktorka kieruje się w swojej pracy żelazną regułą: „Tylko jeden film w roku” i potrafi odrzucić nawet najbardziej lukratywne oferty. Wszystko po to, aby jak najwięcej czasu spędzić z chłopakami. – Dorastając miałam świadomość, że żyję inaczej, niż moi rówieśnicy i właśnie dlatego chcę, aby Charlie i Kit mieli normalne dzieciństwo. Niedawno byliśmy u naszych przyjaciół, gdzie chłopcy mogli do woli bawić się w wodzie. Po całodziennej zabawie wrócili upaćkani błotem, kompletnie wykończeni, ale i szczęśliwi. W moim dzieciństwie nie było takich luzackich dni, bo byłam zbyt zajęta pracą - tłumaczy aktorka, która słynie z tego, że nie wysługuje się niańkami. – Jeżeli zastanawiacie się, jak wygląda życie gwiazdy filmowej i mamy w jednym, to mogę streścić je tak: jestem niańką, praczką, kucharką, sprzątaczką, towarzyszem zabaw moich synów oraz ich kierowcą. W wolnych chwilach grywam w filmach. I wiecie co? Uwielbiam takie życie! – mówi w wywiadach Jodie.

„Droga Jodie”
W 1975 roku Martin Scorsese zaproponował trzynastoletniej Jodie rolę nastoletniej prostytutki Iris u boku mającego już wówczas status megagwiazdy Roberta De Niro w głośnym „Taksówkarzu”. Za tę rolę Foster otrzymała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Nagrody nie zdobyła, ale z miejsca stała się sensacją sezonu. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach gazet, kolejka chętnych do przeprowadzenia z nią wywiadu nie miała końca, a ona sama została zasypana ofertami ról. Za rolę we „Freaky Friday” otrzymała milion dolarów - stając się w ten sposób pierwszą nieletnią osobą w Hollywood, której zaproponowano siedmiocyfrowe honorarium. Jej dobra passa zdawała się nie mieć końca. A jednak! 30 marca 1981 roku wybrany kilka miesięcy wcześniej na prezydenta Ronald Reagan udał się na spotkanie ze związkowcami do waszyngtońskiego hotelu „Hilton”. Dzień wcześniej, w innym hotelu zatrzymał się 25-letni John Hinckley, fanatyczny wielbiciel nastoletniej aktorki. Tego wieczoru napisał on do swojej idolki list następującej treści: „Droga Jodie, bardzo możliwe, że jutro zostanę zabity. Jak dobrze wiesz, bardzo cię kocham. Przez ostatnich siedem miesięcy wysyłałem ci dziesiątki listów i wierszy, mając nieśmiałą nadzieję, że może się mną zainteresujesz. Nie mogę dłużej czekać, by zwrócić twoją uwagę. Proszę więc, popatrz w swoje serce i daj mi szansę zdobycia twojej miłości poprzez historyczny czyn, którego zamierzam dokonać”. Rankiem zostawił ów list na hotelowym łóżku i udał się do „Hiltona”. O 14:25 oddał sześć strzałów ze swojego pistoletu nabitego pociskami wybuchającymi z opóźnieniem w ciele ofiary. Szósty pocisk dosięgnął prezydenta. Reagan przeżył, a Hinckley został rok później uznany przez ławę przysięgłych za niepoczytalnego. Do dzisiaj przebywa w szpitalu psychiatrycznym św. Elżbiety w Waszyngtonie. Jodie, która znów - tym razem mimowolnie - trafiła na pierwsze strony gazet, odmówiła jakichkolwiek komentarzy na temat afery. Temu, co myśli o całej sprawie dała wyraz w artykule, który napisała dla magazynu „Esquire”. Zatytułowany „Dlaczego ja?”, wywód Jodie był pierwszym głosem w nieustającej po dziś dzień dyskusji dotyczącej tego, gdzie powinna się kończyć granica prywatności każdej gwiazdy.

Dla ukochanej Cydney
Burzę, jaka towarzyszyła procesowi Hinckleya, Jodie przeczekała z daleka od blasku fleszy i Hollywood, studiując literaturę angielską na uniwersytecie w Yale i pojawiając się na ekranie jedynie sporadycznie w drugoplanowych rolach. Do Fabryki Snów wróciła dopiero pod koniec lat 80., ale za to w wielkim stylu. W dramacie „Oskarżeni” zagrała ofiarę zbiorowego gwałtu. Za tę wstrząsającą kreację trzymała w 1989 roku najważniejszą filmową nagrodę świata - Oscara. Nie minęły trzy sezony, a złoty człowiek znowu dostał się w jej ręce - tym razem za niezapomnianą rolę agentki FBI w mrocznym thrillerze „Milczenie owiec”. O dwukrotną laureatkę Oscara zaczęli się bić najlepsi reżyserzy. Woody Allen obsadził ją obok Madonny i Johna Malkovica w jednym ze swoich najbardziej niedocenionych obrazów „Cienie i mgła”, Robert Zemeckis w przeboju „Kontakt”, a Jon Amiel w romansie „Sommersby”. Ten ostatni okazał się najważniejszym filmem w życiu Jodie. Bo choć nie dostała za niego ani żadnej nagrody, ani nawet zbyt dużego honorarium, to właśnie na jego planie poznała producentkę Cydney Bernard. Choć nigdy żadna z nich nie potwierdziła oficjalnie, że są parą, to jednak od piętnastu lat mieszkają razem, a od kilku - wychowują wspólnie dzieci. Tożsamości ich ojca Jodie nigdy nie chciała zdradzić. Dziennikarze podejrzewają, że powodem tego jest fakt, że... sama go nie zna! Aktorka zaś nigdy nie sprostowała tabloidowych wieści, że przy zajściu w ciążę skorzystała z banku spermy. W grudniu zeszłego roku podczas wręczenia nagród magazynu „Hollywood Reporter” dla kobiet działających w show-biznesie uhonorowana wyróżnieniem Jodie wreszcie odsłoniła co nieco z ich wspólnej tajemnicy, wypowiadając słowa podziękowania dla „ukochanej Cydney, która zawsze jest przy mnie”. Jednak podczas konferencji prasowej po gali, zapytana wprost, czy jej wystąpienie należy traktować jako „coming out”, uśmiechnęła się i powiedziała: – Proszę je traktować jak chcecie. Opowiadanie o swoim życiu prywatnym to taki banał, że zostawię go moim kolegom i koleżankom, którzy nie mają nic do powiedzenia w innych kwestiach –. O jej orientacji nadal więc będzie się jedynie plotkowało, wywlekając na światło dzienne takie fakty, jak ten, że w 2006 roku Foster była najhojniejszą prywatną sponsorką „The Trevor Project” - organizacji obsługującej 24-godzinną linię telefoniczną dla lesbijek i gejów chcących popełnić samobójstwo.

W zdrowym ciele
W tym roku będziemy mogli obejrzeć Jodie w obrazie „Wyspa Nim”. To opowieść o dziewczynce zafascynowanej książkami o wielkim poszukiwaczu przygód – Alexie Roverze. Gdy pewnego dnia tata dziewczynki znika w tajemniczych okolicznościach po wypłynięciu w morze, ta rusza na jego poszukiwania. Zamiast ojca znajduje jednak autorkę swojej ulubionej książki. Obie będą musiały stawić czoła magicznej wyspie, na której uwięziony jest ojciec Nim. Brzmi trochę jak streszczenie „Zagubionych”, tyle że... w wersji dla dzieci? Niesłusznie, bo obraz nakręcony na podstawie powieści Wendy Orr ma w sobie więcej magii i lekkości niż pogmatwany do granic wytrzymałości telewizyjny tasiemiec (oczywiście, nic mu nie ujmując - sami też jesteśmy fanami „Zagubionych”!). Jodie zgodziła się zagrać w tym obrazie, choć wymagało to od niej złamania zasady, że nie przyjmuje ról, które wymagają więcej niż miesięcznej nieobecności w domu. – Myślę, że kiedy „Wyspa Nim” wejdzie do kin i moi synowie ją obejrzą, na pewno mi to wybaczą. Tym bardziej, kiedy dostaną ode mnie łupnia w koszykówkę...” – śmieje się aktorka, która na planie musiała się wykazać doskonałą kondycją. Wreszcie przydały się na coś jej codzienne poranne maratony joggingu (które nota bene uprawia, odkąd poznała i zaprzyjaźniła się z Madonną!), lekcje jogi, na które uczęszcza już prawie od dwóch dekad oraz... ćwiczenia na siłowni. Te ostatnie, jak twierdzi, pozwalają jej się zrelaksować. Dziwne? Bo też i Jodie to wyjątkowo dziwna kobieta. Ale to już chyba zdążyliście zauważyć.



Webdesign by Czudix
Graphics by ViMEDIA
Copyright © ViMEDIA 2004 - 2006