Patrick Dempsey - nazywajcie go Boski
|

Mógł wywijać hołubce na parkiecie amerykańskiego „Tańca z Gwiazdami” albo występować w przerwach między pokazami tresury lwów w cyrku. Na szczęście dla milionów fanów kina Patrick Dempsey równie szybko znudził się kręceniem piruetów w szkole baletowej, co przywdziewaniem kostiumu klauna. W zamian został najsłynniejszym serialowym lekarzem świata.
LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE
Czasem życiowa szansa trafia się wtedy, kiedy… traci się nadzieję, że kiedykolwiek się nadarzy. Tak właśnie było w przypadku Patricka. Kiedy w 2004 roku w ramach promocji telewizyjnego niskobudżetowego filmu „Niezłomne” udzielał wywiadu telewizji „E!”, sprawiał wrażenie zgorzkniałego, rozczarowanego swoim życiem i karierą. „Powoli dobiegam do czterdziestki, a to w życiu każdego mężczyzny czas pierwszych podsumowań” – mówił. „Trochę przygnębia mnie świadomość, że w swoim CV, w rubryce największe osiągnięcie mogę wpisać główną rolę w filmie „Krzyk 3” oraz fakt, że jeszcze nie mam piwnego brzuszka. Wiem, że stać mnie na więcej. Zastanawiam się tylko, czy nie jestem jedyną osobą, która widzi we mnie jakiś potencjał.” Jak się okazało – nie był. Dokładnie miesiąc po tym wywiadzie Dempsey’owi zaproponowano zagranie głównej roli w serialu „Chirurdzy”. Wcielił się w nim w postać doktora Dereka Shepherda, przystojnego neurologa, który zakochuje się w oddanej mu pod opiekę stażystce. Serial okazał się megahitem, windując Patricka do pierwszej ligi amerykańskiego show biznesu. Dowodem na to jest choćby przyznany mu dwa lata temu przez czytelniczki popularnego magazynu „People” tytuł najseksowniejszego faceta na naszej planecie. Rolą doktora „McDreamy” (czyli w polskiej wersji – Boskiego) gwiazdor zyskał też uznanie krytyków, którzy dwa razy nominowali go do Złotego Globu. I choć Patrick nie ma jeszcze na półce wymarzonej statuetki, to na otarcie łez zawsze może odkurzyć inne prestiżowa trofea – nagrody People’s Choice Awards, przyznawane przez amerykańskich widzów. Otrzymał je dwukrotnie, a w styczniu ma kolejną szansę na wygraną.
Cały artykuł znajdziecie w grudniowym numerze BOUTIQUE |
|
|
|
|
|